6 dni relak­su i bło­gie­go leni­stwa – czy to Jawa, czy sen?

W towa­rzy­stwie żywych kur­czacz­ków, wor­ków ryżu, koszy wypeł­nio­nych po brze­gi owo­ca­mi i warzy­wa­mi, pro­mem zała­do­wa­nym auta­mi i moto­ra­mi docie­ra­my na miej­sce… na Kari­mun­ja­wę, archi­pe­lag 27 wysp na Morzu Jawaj­skim w Indo­ne­zji.

hotel o zmroku

W por­cie spy­ta­li­śmy o hote­lik poło­żo­ny po środ­ku zato­ki na wodzie. Taki mie­li­śmy plan — zamiesz­kać na środ­ku morza!!!
Hotel sto­ją­cy na palach skła­dał się z 10 połą­czo­nych pokoi, kolej­ne są w budo­wie. Każ­dy domek to jeden pokój z tara­sem i toa­le­tą — urzą­dzo­ne dość skrom­nie, ale czy­ste.

w hotelu hotel widok na rafę

 Poli i Micha­ło­wi spodo­ba­ło się tam od razu. Zaczę­li bie­gać dooko­ła dom­ków w poszu­ki­wa­niu rybek, wychy­la­li się zza barie­rek, bie­ga­li po ruchli­wych most­kach. A ja drża­łam ze stra­chu o nich i sama czu­łam się moc­no nie­pew­nie, nie mając grun­tu pod noga­mi. Pomy­śla­łam: „Zosta­je­my tu tyl­ko jed­ną noc, a potem szu­ka­my hote­lu na lądzie”. Ale nie­zwy­kła atmos­fe­ra i radość dzie­ci spra­wi­ły, że zosta­li­śmy tam sześć dni — w cichym, spo­koj­nym i malow­ni­czym miej­scu, ide­al­nym na leni­wy wypo­czy­nek z dala od hała­śli­wych kuror­tów.
Na tere­nie hote­lu były alta­ny, gdzie moż­na było usiąść, napić się kawy lub her­ba­ty, zre­lak­so­wać się i podzi­wiać wido­ki rafy kora­lo­wej. Naj­bar­dziej żar­to­wa­li­śmy sobie z łazien­ki — małe­go pomiesz­cze­nia skła­da­ją­ce­go się z sedesu/dziury w zie­mi i becz­ki z wodą. Pomię­dzy szcze­li­na­mi w toa­le­cie widać było ryb­ki i kra­by.

W hote­lu nie ma w kra­nach słod­kiej wody, dla­te­go pra­cow­ni­cy dowo­zi­li wodę w becz­kach hote­lo­wą łodzią. Oka­za­ło się, że jeste­śmy jedy­ny­mi gość­mi. Zagra­nicz­ni tury­ści rzad­ko tu zaglą­da­ją, a obsłu­ga – w tym momen­cie zło­żo­na z dwóch mło­dych męż­czyzn – nie mówi za dobrze po angiel­sku. Co nie prze­szko­dzi­ło nam w nawią­za­niu ser­decz­nych sto­sun­ków. Jeden z pra­cow­ni­ków poka­zał wie­czo­rem Michał­ko­wi, jak łowi się ryby i kra­by za pomo­cą sznur­ka z błyst­ką (świe­cą­cy metal). Co praw­da nic nie złapłowienie ryb2ali, ale nauka łowie­nia była cen­na i zaba­wa świet­na.

lowienie ryb

W Pol­sce aku­rat trwa­ła Wiel­ka­noc, a my mie­li­śmy śmi­gus-dyn­gus na rafie kora­lo­wej.

CZAS NA SNORKELING, czy­li pły­wa­nie z maską i rur­ką
Pola i Michał nie mogli się już docze­kać, kie­dy wresz­cie wej­dą do wody. Na sta­nie hote­lu były tyl­ko (albo aż — jak na indo­ne­zyj­skie stan­dar­dy) 2 kami­zel­ki ratun­ko­we dla doro­słych. Dzie­ci zało­ży­ły za duże kami­zel­ki, następ­nie w ruch poszły maski z rur­ką. Do wody scho­dzi­li­śmy z tyłu dom­ków po dra­bin­ce pro­wa­dzą­cej do płyt­szej wody. Mie­li­śmy dużo rado­ści ze spo­tka­nia z towa­rzy­ski­mi ryb­ka­mi, któ­re gęsto nas ota­cza­ły. Wiatr zupeł­nie ustał, stwa­rza­jąc wyma­rzo­ne warun­ki do snor­ke­lin­gu i nur­ko­wa­nia.

rafarafa
Ota­cza­ła nas rafa kora­lo­wa z kry­sta­licz­nie czy­stą wodą. Widzie­li­śmy dużo rybek m.in.: papu­go­ry­by, sko­ru­pia­ki, roz­gwiaz­dy, kre­wet­ki oraz nie­sa­mo­wi­te kora­le.
Podob­no tutej­sza rafa kora­lo­wa jest jed­ną z naj­pięk­niej­szych w całej Indo­ne­zji. Kari­mun­ja­wa znaj­du­ją­ca się na środ­ku Morza Jawaj­skie­go ma dość spo­koj­ne wody i prą­dy, dzię­ki cze­mu ide­al­nie nada­je się do nur­ko­wa­nia z rur­ką przez więk­szość roku, oprócz mie­się­cy od listo­pa­da do stycz­nia, kie­dy nad­cho­dzi pora desz­czo­wa, a morze sta­je się tro­chę mniej przy­ja­zne.

CZAS POPŁYWAĆ Z REKINAMI
Na tere­nie hote­li­ku jest basen z reki­na­mi tuż pod naszy­mi sto­pa­mi. Odwa­ży­li­śmy się wejść do nie­go, gdyż obsłu­ga hote­lu zapew­ni­ła nas, że reki­ny są oswo­jo­ne. Pola i Michał, z począt­ku lek­ko wystra­sze­ni, weszli ostroż­nie do base­nu, zachę­ce­ni wido­kiem roz­gwiazd. Oka­za­ło się, że reki­ny bar­dziej bały się nas niż my ich — pły­wa­ły dooko­ła, łypiąc na nas i zata­cza­jąc duże koła w bez­piecz­nej odle­gło­ści.

schodzimy do rekinów    rekinrozgwiazda

 

CZAS NA WYCIECZKĘ PO WYSPIE
Aby dostać się do mia­stecz­ka, musie­li­śmy pły­nąć kil­ka minut hote­lo­wą łodzią. Wie­czo­rem wybie­ra­li­śmy się na noc­ny targ, gdzie kupo­wa­li­śmy rewe­la­cyj­ne gril­lo­wa­ne ryby, owo­ce morza, świe­żo wyci­ska­ne soki, owo­ce, warzy­wa.

Pola w łodzi Karimunjawa
W mia­stecz­ku jest spo­ro knaj­pek z jedze­niem, parę skle­pów, ban­ko­mat. Widać, że nie jest spe­cjal­nie nasta­wio­ne na tury­sty­kę.
Pew­ne­go dnia wypo­ży­czy­li­śmy sku­ter, by poko­nać naj­dłuż­szą tra­sę na wyspach liczą­cą 22 kilo­me­try i zoba­czyć nie­wiel­kie wio­ski. Zje­cha­li­śmy sku­te­rem cały dostęp­ny ląd, szu­ka­jąc naj­pięk­niej­szych plaż. Po dro­dze zatrzy­ma­li­śmy się na chwi­lę, by podzi­wiać pola ryżo­we. Uda­ło nam się zna­leźć na Kari­mun­ja­wie cał­kiem foto­ge­nicz­ną raj­ską pla­żę – z bia­łym pia­skiem, ład­nym kolo­rem wody i pal­ma­mi przy samym brze­gu.

 pole ryżowe  plaża  panowie w łodzi kąpiel  pejzaż

Do por­tu wró­ci­li­śmy już po ciem­ku. Chwi­lę trwa­ło, zanim zna­leź­li­śmy naszą hote­lo­wą łódź – na szczę­ście, cze­ka­ła na nas.
To były cudow­ne dni, wypeł­nio­ne relak­sem, pły­wa­niem w morzu i podzi­wia­niem rafy kora­lo­wej. Nabra­li­śmy sił i ape­ty­tu na kolej­ne przy­go­dy. Nasza tra­sa wio­dła dalej do Yogy­akar­ty.